Szatan w konfesjonale

Czy można sobie wyobrazić bardziej przewrotne miejsce spotkania ze złem niż konfesjonał, czyli przestrzeń pojednania człowieka z Bogiem? A jednak właśnie tam, według świadectwa św. Ojca Pio, miało dojść do niezwykłego starcia duchowego.

Ojciec Tarcisio da Cervinara OFM Cap., jeden z jego najbliższych współpracowników, zapamiętał to opowiadanie bardzo dokładnie. Ojciec Pio wyznał mu, że pewnego poranka, gdy spowiadał mężczyzn, zjawił się przed nim niezwykle elegancki pan. Wysoki, nienagannie ubrany, pełen uprzejmości. Uklęknął, zaczął się spowiadać i wówczas okazało się, że lista grzechów była jak katalog wszelkiego zła: bluźnierstwa, nienawiść, moralne wynaturzenia.

Ojciec Pio, zdziwiony, zauważył coś niepokojącego. Ten penitent nie okazywał skruchy. Na każde słowo pouczenia odpowiadał błyskotliwie, z pozorną kulturą, próbując wszystko usprawiedliwić. Grzech przedstawiał jako coś naturalnego, moralnie obojętnego. Zamiast nawrócenia, była zimna logika i arogancja. Zamiast żalu, perfekcyjna gra słów. Wtedy padły słowa, które obnażyły prawdę. Pio rozkazał mu: „Powiedz: niech żyje Jezus, niech żyje Maryja!”. To był moment próby. Elegancki mężczyzna nie wytrzymał. Zniknął w błysku ognia, zostawiając po sobie odrażający smród spalenizny. Święty wiedział już, z kim miał do czynienia.

Ta scena przypomina, że zło nigdy nie działa wprost. Nie przychodzi z rogami i widłami, lecz w garniturze, z nienagannym uśmiechem, podając argumenty, które mają oswoić grzech. Najgroźniejsze podszepty diabła to te, które usprawiedliwiają zło jako coś zwyczajnego. Pio miał dar rozpoznawania takich sytuacji. Kiedy przyprowadzano do niego osoby uznane za opętane, nie zawsze sięgał od razu po egzorcyzmy. Nieraz mówił krótko: „Trzeba leczyć”, bo widział chorobę psychiczną, a nie ingerencję złego. Kiedy jednak rozpoznawał prawdziwe działanie demona, reagował tak, jak Jezus: jednym, stanowczym słowem. „Milcz!”, „Dosyć!”, „Idź precz!” i wszystko wracało do normy.

Nic dziwnego, że szatan krzyczał w konwulsjach: „Ojcze Pio, męczysz nas bardziej niż św. Michał Archanioł!”. To była największa pochwała, jaką mógł usłyszeć. Święty uśmiechał się i odpowiadał spokojnie: „Szatan się mnie boi”. I właśnie o to chodzi. Tam, gdzie pojawia się prawdziwa świętość, zło traci grunt pod nogami, nawet jeśli ma to miejsce w konfesjonale.

W górę