Nie zrywaj zielonych jabłek

Pokusa pośpiechu to jedna z najstarszych i najbardziej podstępnych słabości człowieka. Wydaje nam się, że jeśli coś przyjdzie szybko, to będzie dla nas lepsze, mocniejsze i bardziej wartościowe. Widzimy cel i chcemy do niego dotrzeć od razu, bez zmagania, bez drogi, bez czekania. Tymczasem życie duchowe, podobnie jak życie w ogóle, ma swoje prawa wzrostu, dojrzewania i owocowania. Nie da się pominąć procesu. Nie można przeskoczyć etapów. Nie można zjeść owocu, który nie zdążył dojrzeć, bo będzie cierpki i przyniesie rozczarowanie.

W jednym z żydowskich midraszy autor pytał: „Na czym polegał grzech Adama i Ewy skoro był tak straszny?”. Po głębokim przemyśleniu dał odpowiedź: „Grzech ten polegał na szybkim zdobyciu efektów”. Bo sięgnąć po owoc to od razu sięgnąć po efekt. Owoc był jak skrót, jak obietnica natychmiastowej wiedzy, natychmiastowego spełnienia. Nie trzeba już pytać, ufać, wzrastać. Wystarczy sięgnąć ręką i już. A jednak to właśnie ta łatwość okazała się zgubna. Grzech przychodzi najczęściej w formie błyskawicznej nagrody, szybkiego poczucia mocy, natychmiastowego sukcesu. Bóg zaś uczy cierpliwości i prowadzi krok po kroku.

Widać to na kartach Pisma. Noe budował arkę latami, często niezrozumiany i wyśmiewany. Abraham czekał na obietnicę syna, choć starość już dawno przytłaczała go ciężarem. Sara musiała nauczyć się wiary wbrew rozsądkowi. Józef doświadczał zdrady braci, więzienia, poniżenia i dopiero potem stanął na dworze faraona. Piotr potrzebował lat, aby z człowieka impulsywnego i pełnego lęku stać się skałą Kościoła. Nikt z nich nie otrzymał wszystkiego od razu. Każdy dojrzewał, czasem bardzo boleśnie, aby mógł przyjąć dar, który Bóg przygotował.

Pośpiech oszukuje. Obiecuje, że ominie się trud, że skróci się drogę, że nie trzeba będzie czekać. Ale kto nie czeka, ten nie smakuje pełni. Jak jabłko zerwane za wcześnie nie przynosi radości, tak życie przeżyte w biegu zostawia tylko gorycz. Trzeba odwagi, aby oprzeć się temu pragnieniu natychmiastowości. Trzeba mądrości, aby zrozumieć, że droga sama w sobie jest błogosławieństwem. Trzeba wiary, że Bóg nie spóźnia się nigdy, choć niemal zawsze każe nam czekać dłużej niż byśmy chcieli.

Pokusa pośpiechu pojawia się w każdej dziedzinie. W pracy chcemy szybkiego awansu, w relacjach natychmiastowego zrozumienia, w modlitwie szybkiej odpowiedzi. Tymczasem to, co najpiękniejsze, dojrzewa powoli. Przyjaźń buduje się latami, miłość rośnie w trudach codzienności, modlitwa dojrzewa w ciszy i wierności. Bóg lubi czas. Lubi, kiedy człowiek pozwala, by rzeczy rosły, a nie były wymuszane.

Żyjemy w epoce, w której wszystko jest szybkie. Jedno kliknięcie i mamy informację, jedno zamówienie i przychodzi paczka, jedno zdjęcie i już świat widzi nasz uśmiech. A jednak to, co najważniejsze, wymyka się tej natychmiastowości. Nie można przyspieszyć narodzin dziecka, nie można przyspieszyć żałoby, nie można przyspieszyć przebaczenia, nie można przyspieszyć świętości. Można próbować, ale zawsze kończy się to porażką. Prawdziwy owoc rodzi się powoli i tylko wtedy ma w sobie słodycz, której człowiek naprawdę pragnie.

Pokusa pośpiechu uczy nas, że trzeba wrócić do cierpliwości. Trzeba zgodzić się na bycie w drodze, na etap, na proces. To trudne, bo serce krzyczy, że chce już, że pragnie natychmiast. Ale Bóg odpowiada inaczej: jeszcze nie, jeszcze poczekaj, jeszcze wzrastaj. I właśnie w tym czasie oczekiwania człowiek się kształtuje, dojrzewa, uczy się wierzyć i ufać. Kto nie ucieknie przed tym procesem, ten zrozumie, że czekanie było największym darem.

W górę